Mieszkaniec gminy Szlichtyngowa ma oddać ponad 68 tys. zł publicznego wsparcia na termomodernizację, choć na jego posesji nie wykonano żadnych robót. Pieniądze trafiły wcześniej na konto firmy, która miała ocieplić budynek, wymienić źródło ciepła i założyć fotowoltaikę.
Sprawa zaczęła się w 2024 roku, gdy do właściciela domu zgłosił się przedstawiciel firmy oferującej kompleksowy pakiet prac. Mężczyzna opłacił audyt energetyczny, a potem podpisał dokumenty dotyczące realizacji inwestycji. Dopiero po zawarciu umów dostał informacje o kolejnych należnościach podatkowych, których wcześniej mu nie przedstawiono.
Po drugiej takiej fakturze zrezygnował z usługi. Od tego momentu wykonawca zniknął, a inwestor uznał, że temat jest zamknięty. Przez następne dwa lata nikt z firmy nie pojawił się już na miejscu.
W sierpniu 2026 roku przyszło pismo z żądaniem zwrotu całej dotacji. Jak się okazało, środki zostały wypłacone firmie na podstawie wcześniej udzielonego pełnomocnictwa. Efekt jest taki, że właściciel domu został bez remontu i z obowiązkiem oddania pieniędzy.
Ten przypadek pokazuje, że przy ofertach powiązanych z dopłatami najważniejsze są nie obietnice przedstawiciela, ale zapisy o pełnomocnictwie, rozliczeniu środków i tym, na czyje konto trafia dotacja.
źródło: Aktualności Policja Lubuska
